Kiedy życie się kończy

Jestem na rodzicielskim haju. Od ponad 7 lat moje życie kręci się wokół dzieci. Nie pamiętam co to jest normalna noc przesypiana w wygodnej pozycji bez przerywania przez różne zdarzenia losowe. Tak niektórzy do dzisiaj informują mnie w środku nocy że idą się wysikać, jakby nie mogli mi pozwolić spać i powiedzieć mi rano, że w nocy byli w toalecie. Szczerze mówiąc to nie czuję potrzeby aby w ogóle mnie o tym informować. Ale ja nie o tym 😉

Kiedy życie się kończy

Nigdy jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad śmiercią. Młoda jestem i w ogóle. Było w prawdzie kilka sytuacji kiedy życie przeleciało mi przed oczami. No dobra jedna. Jak dostałam znieczulenie do rwania zęba. Nikt mnie nie uprzedził, że po tym mogę zacząć się dusić i w ogóle i serio myślałam, że właśnie umieram.

Kiedyś moi rodzice mieli zafundowany stres związany z moim życiem, bo żaden z lekarzy nie potrafił powiedzieć czy będę żyć czy nie. Po trzech dniach na szczęście okazało się, że będę żyć. Ja tego nie pamiętam, miałam ledwo dwa lata. Ale od tego czasu byłam bardzo pilnowana pod względem tego co wkładam do buzi 😀

Dziś w nocy umarłam

Nie to, że na prawdę. Nie to, że pierwszy raz. To był tylko zwykły sen. W zasadzie nic nowego, bo często śni mi się, że umieram, czy ktoś mnie zabija czy coś. A rodzice tak starali się, żebym oglądała tylko filmy dostosowane do mojego wieku 😉

Tym razem było trochę inaczej.

Tym razem nie była to scena śmierci i koniec. Tym razem umierałam powoli. Miałam sporo czasu na przemyślenia.

Naszły mnie przemyślenia na temat sensu życia.

Byłam spokojna pomimo tego, że wiedziałam, że to koniec.

Moje rzeczy materialne (wiecie, fajne ciuchy, jeszcze bardziej fajne chusty i inne rzeczy sprawiające, że szafy się nie domykają) przestały mieć znaczenia, zaczęłam się zastanawiać po kiego grzyba ja to kupowałam. Teraz to się nikomu nie przyda. Pewnie trafi do śmietnika. I było mi to zupełnie obojętne. Nie mam w szafie ani jednej rzeczy za którą bym tęskniła. (przynajmniej w chwili śmierci, bo tak to wiecie, wszystko jest mi niezbędne do życia).

Spokój trwał

Przyszła myśl o tym jak teraz poradzą sobie moje dzieci bez mamy. To niesamowite, ale kiedy ja umierałam świat się nie kończył. Ba, świat nawet nie zauważył mojej śmierci. Coś się kończyło, coś zaczynało. Mnie już nie będzie, ale wszystko w około zostanie bez zmian.  Zdałam sobie sprawę jak mało istotne dla istnienia świata jest moje istnienie. I dzieci przecież też sobie poradzą, bo przecież taka jest kolej rzeczy.

A potem przyszedł smutek

Smutek nie, że umieram. Smutek, że z nikim nie zdążyłam się pożegnać. Myśli o tym, że może za rzadko mówię bliskim jak bardzo ich kocham. Smutek, że już im tego nie powiem. Myśl, że chciałabym mieć jeszcze chwilę, właśnie na pożegnanie. Na to aby powiedzieć im jak są dla mnie ważni, jak bardzo ich kocham.

Wróciły wspomnienia jak nie miałam czasu babci odwiedzić, a kiedy już byłam umówiona na spotkanie babcia odeszła nie czekając jak przyjdę.

Pojawiła się też nadzieja

Wierzycie w to, że zmarli przychodzą do nas we śnie po śmierci?

Opiekują się nami, pomagają, doradzają?

Ja tego dawno temu doświadczyłam.

I jestem pewna, że ja też po śmierci nie zostawię bliskich.

Jeśli będą mnie potrzebować to przyjdę.

Z tą myślą było mi łatwiej zamknąć oczy po raz ostatni…

 

A Wy? Często myślicie o śmierci? Doświadczyliście tego?

2 myśli do „Kiedy życie się kończy”

  1. Widzisz czytając twój wpis wraca cały żal… minęło ponad 2 lata(prawie3) jak moja mama nie żyje i chyba nadal nie pogodzilam się z jej śmiercią…
    Niby czas leci, dzieciaki i obowiązki wypełniają mi czas. A jednak jest w sercu taka zadra przez która w gardle staje jakas gul a oczy same się zalewają. I mam nadzieję że moja śmierć też nie będą oplakiwac tylko będą mnie zawsze pamiętali… A co do odwiedzin mówi się że jak nachodzą Cię bliscy zmarli we śnie to trzeba ich odwiedzić ich na cmentarzu. Choć myślę ze to takie tylko umowne miejsce. A moja śmierć… Nie myślałam o tym ale żal byłoby mi moją rodzinę zostawić. Kocham ich ponad wszystko… I pomimo wszystko…💞

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *