Moja droga była długa i wyboista

Niedawno zostałam oficjalnie doradcą noszenia dzieci ClauWi. Marzyłam o tym od kilku lat, udało mi się dopiero teraz.

Moja miłość do chusty pojawiła się około 6 lat temu. Byłam wtedy w ciąży ze starszym synem. Od zawsze lubię biegać po promocjach i zaliczam piechotą długie dystanse. Tego dnia wybrałam się do L’eclerca. W połowie drogi – wiecie, tam gdzie salon sukien ślubnych Ochockiej minęłam dziewczynę. Z dzieciaczkiem w chuście i siatkami z zakupami. Długie czarne włosy i kolorystyka pasów na chuście sprawiły że wyglądała jak indianka. Zakochałam się. Ja w ogóle od dzieciństwa kocham pocahontas 😉 więc moja miłość nie powinna być zaskoczeniem. To był moment. Nie odważyłam się podejść i zapytać. Ale do dzisiaj mam ją przed oczami.

Na szczęście przeszukiwanie internetu to nie jest jakaś skomplikowana rzecz, wszystko da się znaleźć. Tak więc zapoznałam się z cenami chust. Niestety były poza moim zasięgiem. Mąż nie zgodził się abym wydała na kawałek materiału więcej niż na wózek ( w komisie kupiony za grosze). Tak więc pozostały marzenia.

Syn okazał się hnb. Wisiał cały dzień na cycu. Siku z dzieckiem na cycu. Jeść z dzieckiem na cycu. Otwierać drzwi listonoszowi z dzieckiem na cycu. Wyjęcie cyca groziło przeraźliwym płaczem. Smoczek był nieakceptowalny. Pełniłam funkcje żywego inkubatora.

Żyłam sobie tak na tym fotelu przez trzy miesiące z komórka z internetem w ręce i pochłaniałam wiedzę z chustoforum. W tym czasie wywalczyłam pouch, ale nie taki byle jaki tylko skośnokrzyżowy 🙂 oczytana już wtedy byłam trochę. A producent sprzedawał to jako chustę i to z możliwością noszenia w chyba 8 pozycjach! Niestety instrukcja wskazywała na noszenie dzieci przez pierwsze pół roku w pozycji kołyskowej. Moje dziecko od urodzenia jest mądre ( jak wszystkie – tylko nie wszyscy rodzice ufają swoim dzieciom) i nie pozwoliło się tak nosić.

Po trzech miesiącach dostałam pozwolenie opuszczenia domu z dzieckiem. Nawet udawało mi się to wozić we wózku przez chwilę. Jednak zazwyczaj dziecko miałam na rękach a wózek pchałam brzuchem. Ach co ja wtedy za figurę miałam (głównie od niejedzenia, bo z dzieckiem na cycu się strasznie źle je).

Kiedy miał około 5 miesięcy nie wytrzymałam. Spróbowałam noszenia w pouchu w pozycji siedzącej na biodrze (dziecko niesiedzące- zaczął siadać jak miał 8,5 miesiąca). To było dla mnie zbawienie. Mogłam wyjść z domu i nie słuchać płaczu. Nie potrząsać wózkiem w celu uspokojenia dziecka. Nie pchać wózka brzuchem.

Tylko to zbawienie powodowało obciążenie jednego ramienia. Posmakowałam luksusu spokojnego spaceru, ale potrzebowałam czegoś innego. Chusta wiązana nadal była poza moim zasięgiem. Ale dla chcącego nic trudnego. Znalazłam w szafie jakiś materiał i obszyłam go. To było to czego potrzebowałam. Tak mi się przynajmniej wydawało. Chustoforum było moim głównym źródłem informacji. Z zazdrością czytałam o różnych chustach i stosach. Czasami pojawiały się informacje o kursach na doradcę chustowego. Wtedy co najwyżej mogłam sobie pomyśleć ach jak fajnie byłoby móc nauczać chustonoszenia innych rodziców. Pokazać im jakie to jest super. Miałam chęć pokazać całemu światu jaki to super wygodne i praktyczne. Wtedy nosząc maluszka w chuście mocno rzucałam się w oczy. Miałam nawet okazję opowiedzieć o noszeniu w gazecie.

Problemy pojawiły się w okolicy magicznego 9 kilograma. Wtedy zaczęłam powoli czuć ciężar dziecka. Ponownie pojawiło się marzenia o prawdziwej chuście.

No ale prawie 200 zł za chustę to większy koszt niż 80 za parasolkę (wiecie taki wózek). Więc dostałam ta parasolkę. Niestety już na pierwszym spacerze mi się sama złożyła na środku pasów. Przeraziło mnie to, ale też spowodowało wielka złość i wyłączylo „ekonomiczne” myślenie. Bez większych negocjacji postanowiłam że muszę mieć chustę. Znalazłam Polska Natkę – pasiak + kolka gratis. Pomijam to na ile one faktycznie gratis były. Taka wersję zaprezentowałam mężowi kiedy już je zamówiłam. Już po pierwszym motaniu poczułam jakbym przesiadła się z malucha do ferrari.

Kolka szczególnie przydawały się kiedy wróciłam do pracy. Jeździłam wtedy rowerem i nie miałam odwagi zostawić syna na klatce schodowej samego kiedy chowałam rower do piwnicy. Dlatego wrzucałam go do kolek na plecy i razem wyciągaliśmy rower z piwnicy, a po pracy chowaliśmy. Funkcjonowaliśmy tak ponad 8 miesięcy. Czyli do czasu aż zaszłam w ciążę.

Przy drugim dziecku pojawił się bum na testy chust i nosideł na chustoforum. Miałam okazję przetestować wiele ciekawych chust. Udało mi się też zakochać w jednej do tego stopnia że kupiłam ja dziecku w prezencie. Każdy pretekst do kupienia chusty jest dobry 😉

Wydawałoby się ze w zasadzie nie potrzebuje innych chust. Racja – wydawało mi się. Dzieciaki mi się rozłożyły. Przywlekła się jakaś jelitówka. Byłam sama w domu i trzeba było ich zaprowadzić do lekarza. W sumie to bardzo blisko. Jednak była zima, a oni pół godziny przed wizyta u lekarza oboje zasnęli. Sumienie nie pozwalało mi ich obudzić. Na szybko próbowałam jakieś wiązanie na biodrze opanować żeby bez budzenia ich przenieść. Pouch sprzedałam nieco wcześniej. Pojawiła się myśl że przydałyby się dwie kołkowe. Dziwnym trafem całkiem zrozpaczona beznadziejnym próbami usłyszałam dzwonek do drzwi. Kuzyn przyszedł mnie odwiedzić. Nawet nie pozwoliłam mu się rozebrać. Podałam mu starszego na ręce żeby zaniósł go do lekarza. Ja w kółkach zaniosłam młodszego.

Wtedy w tempie ekspresowym rozpoczęłam poszukiwanie nowych kolek. Ogólnie ceny chust kołkowych jakoś mnie odstraszały. Tym bardziej, że to miało być tylko na wyjątkowe sytuację. Na szczęście dostałam propozycje pocięcia jednej niezbyt rewelacyjnej chusty na dwie kołkowe.

I tak w moim domu zamieszkała nowa chusta. Myśl o zostaniu doradcom noszenia powracała do mnie jeszcze wielokrotnie. Cieszyło mnie to że coraz częściej spotykałam chustomamy w Śremie. Poznałam wiele świetnych dziewczyn.

Teraz powstał program 500+. Mam wobec niego mieszane uczucia. Początkowo uważałam że to głupota i jeśli chcą pomagać rodzinom jest wiele innych lepszych rozwiązań. Przez ostatnie lata odmawiałam sobie wszystkiego na rzecz dzieci. Teraz dla dzieci mam pieniądze od „rządu” i w końcu mogę pomyśleć o sobie.

Teraz realizuję swoje marzenia

Jestem szczęśliwa

Mam cudowną rodzinę

Mam super pracę

A dodatkowo mogę robić też to co sprawia mi przyjemność 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.