Mężowi udało się zdążyć

Planowaliście sobie kiedyś kiedy zaczniecie rodzić?

Niektórym kobietom się to udaje.

Przedstawiam Małgosię, mamę cudownej Julii. Pomimo drobnych problemów udało jej się urodzić naturalnie 🙂

To niesamowite jak kobieta może być spokojna i racjonalnie myśleć kiedy zaczyna się poród, mimo że otoczenia panikuje 🙂

Zapraszam do czytania:

 

Jest wtorek 17 września 2013r., nigdy bym nie przypuszczała, że w ten dzień urodzę 😉

Zacznę od początku – moja siostra miała „życzenie”, żebym urodziła 17 września, a taka mała zachcianka. Oczywiście podchodziłam do tego z wielkim uśmiechem, że to nie jest lista życzeń. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie 17 września około 1:00 w nocy odchodzą mi wody. Pierwsza myśl – no jakiś żart 😉

No cóż idę do łazienki, sięgam po torbę przygotowaną już od kilku tygodni budzę rodziców
– mamo jedziemy wody mi odeszły. Popłoch niesamowity, chyba jedyna byłam ogarnięta w temacie, słyszę wymienianki „torbę masz, a koszulę, a dla dziecka, a to na pewno dziś”. Wsiadamy do samochodu po chwili jesteśmy w szpitalu. Kilka pytań, jedno mnie strasznie zdenerwowało, raczej nie pytanie tylko komentarz na temat imienia dziecka. Córka ma na imię Julia i co słyszę ” a to innych imion już nie możecie dawać „, a no właśnie nie możemy! Lekko wkurzona pojechalam do góry na porodówkę. I tu kolejne rozczarowanie, po co w ogóle przyjechalam bo rozwarcie mam „daleko w polu”. Tak jakby odejście wód było jakiś dziwnym powodem. Niesamowicie niemiła lekarka, którą musiały położne obudzić, zbadała mnie i już jej nie zobaczyłam, bo po co zaglądać do kobiety rodzącej skoro można się wyspać. Jest zmiana, wielka ulga przychodzi Pani Henia, patrzy, że leżę od kilku godzin i kompletnie nic. Idzie po lekarza po badaniu wraca i mówi „ma Pani czas do 19 na mojej zmianie ma Pani urodzić i koniec”:)

Mniej więcej w tym momencie pojawia się mąż który w 8 godzin przejechał 1200km, żeby ze mną być na sali – nie pytajcie jak to zrobił, ale mandatu nie było :D:D:D

Dostałam leki, bo jak się okazało bez tego w ogóle nie było skurczy, rozwarcie nie szło, szkoda tylko, że poprzedniej zmianie nie chciało się w ogóle tego spradzić. Myślę teraz to już z górki.

Położna poprosiła, żebym pochodziła sobie po korytarzu, co miało przyśpieszyć poród. Ta ! jakby to było takie łatwe, chwila spaceru i skurcze zniknęły. Po badaniu okazało się, że niestety cały czas musze dostawać leki bo szyjka nie chce puścić. Trochę skakania na piłce, kilka godzin później zaczęły się skurcze parte. Kompletnie nie pamiętałam co mówiły kobietki na Szkole Rodzenia, ale po małym przypomnieniu jestem w domu 🙂 Dostawałam gaz rozweselający, ale na mnie nie robiło to żadnego wrażenia. Działało trzymanie męża za rękę – a co niech też ma wkład własny w poród. Podczas porodu też trochę kiepsko, położna nieumyślnie tak odgięła mi nogę, że skończyło się zapaleniem. Ale nic, dałam radę 🙂 Lekarz patrzył tylko z pewnej odległości co się dzieje i w ogóle jakby to go nie interesowało, na szczęście Pani Henia wiedziała co robić i jak motywować. W końcu dokładnie o 17:00 przywitałam się z moją malutką księżniczką. Proszę męża o poinformowanie dziadków a tu położna (znajoma mojej mamy) mówi, że już wszystko załatwiła i już wszyscy wiedzą 😀 Pierwsze przytulenie, karmienie, szczęście ogromne.

Czy chciałabym coś zmienić? Może nastawienie niektórych lekarzy, bo chyba pozjadali rozumy. Ale z drugiej strony gdyby było szybciej mąż nie zdażyłby do nas przyjechać. Cieszę sie niesamowicie, że był to poród naturalny mimo, że trzeba było go wspomagać. Niektórych rzeczy nie przeskoczymy. A nastęnym razem na pewno powiem, żeby nie dotykali moich nóg, bo uduszę 😀

Bardzo miło wspominam Panie z oddziału noworodkowego. Niesamowite wsparcie szczególnie Pani Danki, odpowiednie osoby na odpowiednim miejscu. Można było zapytać o wszystko, można było poprosić o pokazanie m.in. kokonowania, które uratowało nam skórę 🙂 Są niedociągnięcia, są rzeczy, które mogłyby być lepiej zrobione, ale i tak najważniejsze dla mnie jest, że córeczka jest zdrowa i wszystko poszło w dobrym kierunku.

 

Zapraszam do dzielenia się swoimi porodami w pozytywny sposób pod adresem mailowym: rea-doula@naszsrem.pl

Proszę o dopisanie że wyraża się zgodę na publikację

One Reply to “Mężowi udało się zdążyć”

  1. Mój mąż zostawił mnie w nocy w szpitalu („bo jeszcze tyle czasu zanim pani urodzi że na patologię ciąży przyjmujemy”), pojechał do domu – jakieś 7km od szpitala i ledwo zdążył na poród jak już się zaczęło. Dobrze że bohaterka wpisu nie miała tak ekspresowego porodu jak ja bo by mąż nie dał rady 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.